
.jpg)
Wieczorem wigilijnym puste ulice i osiedlowe parki,tylko od czasu do czasu przemyka samochód i chodnikiem spóźniony przechodzeń z nastawionym kapturem spieszy do bliskich,w zakamarkach wieżowców nie widać jak zwykle pijaczków.Tez kolędują Tylko my idziemy noga w nogę, chodnikiem,potem skręcamy na skwer i na przełaj przebijamy się pod dom weteranów.Zamierzam tu zorganizować wystawę z podroży nad Bajkał-oznajmiam gromkim głosem Bemowi.Ten macha na znak aprobaty ogonem i ociera się o nogę.Nie chce jednak iść aż po budynek,przeciąga na druga stronę jezdni.Idziemy więc dalej zgodnie z jego tym razem życzeniem,za oknami jarzą się choinki,słychać rozochocone alkoholem śmichy chichy,na balkonach młodzi palą papierosy i rzucają na skwer palące się race.Nic tu po nas-macha ogonem mój kumpel i ciągnie w kierunku Lazurowej.Ok piesku,tam sobie pomedytujemy.Na razie zróbmy siusiu.Proceder mój naśladuje Ben,podnosi nogę i leje jak z cebra na krawędź chodnika.Uszczęśliwieni zasuwamy krokiem marszowym do celu.Dobrze mieć takiego kumpla.Nie mówi,a jeśli tak to tylko szczeknie,zaskomli.Myśli jednak wiele i mądrzej niż ja,czuje wiele,a najważniejsze zniewala wiernością. Gdybyś piesku przemówił w noc wigilijną -dowiedziałbym się wiele o sobie, miałbym pojęcia co psy myślą w ogóle o człowieku.
Dalej szliśmy krok w krok w milczeniu, pogrążeni w wigilijnej medytacji wypatrując gwiazdy.Ale niebo zasłaniały napastliwie chmury.
Czy moja gwiazda koniecznie musi być w niebie? A nie lepiej szukać ją w swoim sercu,myślach?
Wigilia w sercu to jest to-krzyknąłem aż Ben zaskowytał z radości.I w optymistycznym nastroju gaworzyliśmy w drodze powrotnej.Opowiadałem o przyjaciółce Ani,słuchał oblizując się i machając ogonem,widocznie przypomniały mu się ostatnie jej smakołyki!Szymonie,Szymonie-ben ocierając się o nogę skomlał;
-powiedz mi kiedy nas nawiedzi, zaproś pod brzózkę!OK-tak się stanie-odpowiedziałem z radosnym przekonaniem.A kiedy byliśmy już pod naszą bramą podeszliśmy do przyjaciółki, obejmując jej białą kibic prosiłem o nieśmiertelność i dalszą radość bycia z Anią.Moja Penelopa tylko zadrżała,zaszumiała,a wiatr z jej gałązki zerwał żółty listek i poniósł nad moją galową w ciemną noc.Pozostał tam jeszcze jeden samotny,drżący.Co myśli maleńki listek na tej gałązce gdy silny wiatr porwał jego przyjaciela?
.jpg)

.jpg)

