Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podaruj mi słonce usmiechu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podaruj mi słonce usmiechu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 grudnia 2008

Spacer



Wieczorem wigilijnym puste ulice i osiedlowe parki,tylko od czasu do czasu przemyka samochód i chodnikiem spóźniony przechodzeń z nastawionym kapturem spieszy do bliskich,w zakamarkach wieżowców nie widać jak zwykle pijaczków.Tez kolędują Tylko my idziemy noga w nogę, chodnikiem,potem skręcamy na skwer i na przełaj przebijamy się pod dom weteranów.Zamierzam tu zorganizować wystawę z podroży nad Bajkał-oznajmiam gromkim głosem Bemowi.Ten macha na znak aprobaty ogonem i ociera się o nogę.Nie chce jednak iść aż po budynek,przeciąga na druga stronę jezdni.Idziemy więc dalej zgodnie z jego tym razem życzeniem,za oknami jarzą się choinki,słychać rozochocone alkoholem śmichy chichy,na balkonach młodzi palą papierosy i rzucają na skwer palące się race.Nic tu po nas-macha ogonem mój kumpel i ciągnie w kierunku Lazurowej.Ok piesku,tam sobie pomedytujemy.Na razie zróbmy siusiu.Proceder mój naśladuje Ben,podnosi nogę i leje jak z cebra na krawędź chodnika.Uszczęśliwieni zasuwamy krokiem marszowym do celu.Dobrze mieć takiego kumpla.Nie mówi,a jeśli tak to tylko szczeknie,zaskomli.Myśli jednak wiele i mądrzej niż ja,czuje wiele,a najważniejsze zniewala wiernością. Gdybyś piesku przemówił w noc wigilijną -dowiedziałbym się wiele o sobie, miałbym pojęcia co psy myślą w ogóle o człowieku.
Dalej szliśmy krok w krok w milczeniu, pogrążeni w wigilijnej medytacji wypatrując gwiazdy.Ale niebo zasłaniały napastliwie chmury.
Czy moja gwiazda koniecznie musi być w niebie? A nie lepiej szukać ją w swoim sercu,myślach?
Wigilia w sercu to jest to-krzyknąłem aż Ben zaskowytał z radości.I w optymistycznym nastroju gaworzyliśmy w drodze powrotnej.Opowiadałem o przyjaciółce Ani,słuchał oblizując się i machając ogonem,widocznie przypomniały mu się ostatnie jej smakołyki!Szymonie,Szymonie-ben ocierając się o nogę skomlał;
-powiedz mi kiedy nas nawiedzi, zaproś pod brzózkę!OK-tak się stanie-odpowiedziałem z radosnym przekonaniem.A kiedy byliśmy już pod naszą bramą podeszliśmy do przyjaciółki, obejmując jej białą kibic prosiłem o nieśmiertelność i dalszą radość bycia z Anią.Moja Penelopa tylko zadrżała,zaszumiała,a wiatr z jej gałązki zerwał żółty listek i poniósł nad moją galową w ciemną noc.Pozostał tam jeszcze jeden samotny,drżący.Co myśli maleńki listek na tej gałązce gdy silny wiatr porwał jego przyjaciela?

sobota, 20 grudnia 2008

Swięta?




Na brak pogody w kraju można narzekać,lecz na święta nie ma powodu.Jest wysyp obfity,większy niż grzybów w zdewastowanych lasach podwarszawskich.Chcesz ,czy nie chcesz,ale musisz swiętowac, obowiązują bowiem z urzedu mimo,ze koscielne!.Boże narodzenie to już tradycja narodowa.Dzięki temu,ze kościół w mrocznej przeszłości potrafił tępiąc pogan, zaadaptować ich zwyczaje i obyczaje -m.in choinkę- Bosze narodzenia jest atrakcją nawet dla niewierzących i innowierców, dla ziemskich zaś ambasadorów boga oraz magazynów handlowych złotą żyłą.
Stoły uginają się od jadła i napoi.Jedz,pij i popuszczaj pasa jak za Sasa.Resztki jedzenia powędrują do wysypiska śmieci. Za tydzień przyjedzie śmieciarka,póki co wyżerkę mają szczury i koty,nie ważne,że smrodek z rozkładających się wiktuałów wiatr roznosi na wszystkie piętra i wkurza skacowanych , obżartych mieszkańców. Ale tradycji stało się za dość.I tak co rok to ten sam prorok,opłatek,podarki pod choinkę,banalne życzenia ble ble,a potem siup w świąteczny dziób.Zdrowie nasze ,gardła nasze...śpiew ,śpiew zapijaczonym co raz bardziej głosem..w śród nooocnej ciiszy niech świat cały słyszy jak my dzieciątko kochamy i JP2 mamy! ,potem kto jeszcze może na chwiejnych nogach fru na pasterkę .A jutro? Poprawiny,zaprawimy,odwiedziny wódzia,Gatka szmatka i znów picie,a nieraz mordobicie.Interwencja straży pożarnej,policji i pogotowia-to normalka w katolickich narodowych świętach.Amen

piątek, 19 grudnia 2008

Anna ale nie panna


Daleko do ideału,zwłaszcza u ludzi ze zwichniętymi życiorysami,ze skrzywionymi poglądami,odbiegającymi o nieba od panujących standardów,Daleko nam tez do wartości chrześcijańskich.Po drodze pogubiliśmy je,nasi krewni,znajomi ubolewają nad tym , jesteśmy po zanawiasem katolickiego spoleczenstwa.A fakt ,ze w nim zyjemy nie powinien nas niepokioc.Tworzymy wszak juz zwarty szwadron kawalerii.szble w dlon i do boju!

Kogo boimy się/?Starości,chorób!Ludzi tez mimo,ze większość klepie zdrowaśki są niebezpieczni.Mogą skrzywdzić,pójdą do spowiedzi,dostana rozgrzeszenie.
A my spowiadamy się sami dla siebie i przed sobą!Anna i Szymon -to współcześni wygnańcy z raju.Zdarliśmy jednak sami listki figowe,a hulanki i swawole uznaliśmy za dar boży ,a modlitwa nasza to udany seks.Łączy ciała i ozłaca dusze.Ania za każdym zbliżeniem jest podobniejsza do Marii Magdaleny,a jej ciało wzbudza dreszcz pożądania i wyzwala pierwotne instynkty Goryla.Wyobraźnia pobudzona bezwstydnością dodaje animuszu. Obiecuję wielokrotnie,w następnym wcieleniu, w siódmym niebie,za daleką gwiazdą przeznaczenia Annę nie pannę zgwałcę tysiące razy w sekundzie kosmicznej, a potem kochać będę na gwiezdnych promyczkach,w dziurach kosmicznych i pulsujących falach między planetarnych.Anna nie panna ,a Szymon nie kawaler są nie do zdarcia,a tylko do miłego zwarcia podczas którego się iskrzy i czas mdleje z namiętności.Oni są nieśmiertelni,prą do przodu na przekór wichrom i zawieruchom większym niż burza w szklance!